poniedziałek, 27 października 2014

Trochę zaległości plus nowe

Zamiast kończyć to zaczynam kolejne rzeczy ;)
Ale po pierwsze - moje postępy w myśliwcu dla taty: spitfire na dziś wygląda tak:
A teraz nowe:
Nowe-stare, bo wzór posiadam od prawie 2 lat. I wreszcie uległam pokusie. Zaczynam kolejnego HEADa (Kołysanka trafia póki co do ufoków, zbyt depresyjna chwilowo, muszę mieć coś weselszego). To pierwszy wzór HEAD, jaki kiedykolwiek zakupiłam. Żeby mieć odpowiednią motywację, zapisałam się do specjalnej fejsowej grupy, gdzie każda z nas wyszywa jakiegoś HEADa i raz w miesiącu pokazuje postępy. Akurat raz w miesiącu to w sam raz, żeby jednak trochę krzyżyków postawić :D
Oto co będę wyszywać:
"Curl with a good book", Randal Spangler, przerobione na krzyżyki przez HEAD  
Póki co moje postępy mizerne, ale od czegoś trzeba zacząć ;))
 
Wyszywane 1x1 na Lindzie 27", kolor biały.
Mam nadzieję, że w przyszłym roku nieco jednak przyspieszę ;))

sobota, 25 października 2014

V Zjazd Zakręconych w Ustroniu

czyli organizacyjna porażka ;)

V zjazd czyli teoretycznie jubileuszowy.. Wcześniejsze organizowała Asia, która w tym roku zorganizowała super imprezę w Krasnymstawie, a Ustroń przekazała w całości do organizacji Coricamo (które jest głównym organizatorem i sponsorem od pierwszego zjazdu w Wiśle).
I tu dla was przestroga - jeżeli wy lub wasza firma organizujecie jakieś cykliczne imprezy, gdzie większość roboty robi osoba/zespół/firma X to nie rezygnujcie z ich usług przy organizacji jubileuszowych!!! Dajcie podwyżkę, błagajcie, ale nie róbcie tego błędu.
No dobra ja wiem, że 5 to nie 10, no ale 5 też się bardziej świętuje niż np. 7.

A teraz do rzeczy - kawa w dłoń albowiem długo będzie (coś ostatnio długie posty mi wychodzą ;))

PRZED ZJAZDEM:
Czeski film. Wiosną nikt nie wie, czy zjazd będzie, gdzie będzie i kiedy będzie. Naród się rzucił i zarezerwował Tulipana i Magnolię zanim data była znana. W efekcie, jak ustalono datę, to zabrakło miejsc w hotelach, w których odbywają się warsztaty. No cóż.
Co ciekawe, w tym roku Zjazd trwał dłużej, bo od czwartku do niedzieli. Teoretycznie, żeby mogły przyjechać zarówno osoby, które nie mogą w weekend, jak i ci, co nie mogą w tygodniu. W praktyce oczywiście wyszło, że niektóre warsztaty są tylko danego dnia. Więc jeśli jedziesz na weekend, to sobie nie zrobisz kilku fajnych rzeczy, które są tylko w czwartek.
Coricamo stworzyło specjalny serwis jakoby dedykowany na zjazdy. Nieczytelny, nieprzyjazny użytkownikom, w dodatku z problemami na serwerach - czyli np. mnie i kilka innych osób traktowało jak spamerów, więc nie mieliśmy dostępu do serwisu (na którym podobno "wszystko" się działo) przez kilka tygodni. Ot, takie tam fanaberie providerów... Zdarza się.
Ale to, że serwis źle przygotowany, że przy przejściach między zakładkami za każdym niemal razem wywala komunikaty, że jakoby aktywność na stronie nie zakończona (programistyczny błąd - trzeba było włazić w okno komentarzy i kasować spację, bo zamiast dać 0 znaków dali domyślny 1, a przy 1 już system traktuje jako komentarz, no, nie ważne, generalnie to błąd informatyka), że trzeba było sobie pierdyliard rzeczy zahaczyć, odhaczyć, że ludzie nie wiedzieli czy pisać na głównej stronie, czy tylko pod warsztatami, to już kurcze trudno darować.
Prócz tego oczywiście na Facebooku utworzono wydarzenie. W efekcie zrobił się komunikacyjny burdel, bo część rzeczy była tylko na stronie, część tylko na fejsie, generalnie trzeba było sprawdzać oba i sobie robić kompilację informacji.
Po raz pierwszy w tym roku prócz zapisów na warsztaty również się za nie płaciło od razu (wcześniej płaciło się instruktorowi na zajęciach). No i zaczęło się: nie wszyscy są obeznani z zakupami przez sieć, więc jaki rodzaj płatności, jaka wysyłka? odbiór osobisty? pisać coś w uwagach? ale o co chodzi?
No ale kto chciał to się jakoś zapisał ;)
Później wyszła kwestia rzeczy potrzebnych na warsztaty (typu nożyczki, igły, itd. czyli co ze sobą zabrać). Otóż tym razem trzeba było pisać do każdego prowadzącego warsztaty na stronie, z nadzieją, że nie jest to np. 80-letnia mistrzyni danej techniki, która o Internecie wie, że to coś w komputerze jej syna czy wnuka. Jak się domyślacie, na odpowiedzi trzeba było poczekać. Szczególnie, jeśli prowadzący umieścił je na tylko na fejsie.
Wreszcie, po wielu komentarzach użytkowników zamieszczanych gdzie tylko się dało, organizator stworzył listę potrzebnych rzeczy. Którą umieścił na swojej stronie. Na szczęście z serwisu zrobiono baner z linkiem ze strony głównej, no ale nie znajdziecie tego np. w zakładce "warsztaty" (co wydawałoby się logicznie, czyż nie?). Podobnie rzecz się miała z listą warsztatów i rozpiską sali. 
Przed Zjazdem pojawiła się informacja, że należy zabrać ze sobą maila potwierdzającego zakup. I znowu ludki nieobeznane, a jaki mail, a gdzie, a po, a na co.
Ja się tylko zastanawiałam, jak przy takiej ilości ludzi będą wiedzieli, na które warsztaty się zapisałam, skoro w mailu mam "WARSZ-37-02 - Sobota 9-12 - 25.00 PLN - Ilość: 1" no ale ok, pewnie mają każdy warsztat opisany ;)

Praktycznie do końca nie byłam pewna, czy pojadę. Ale udało się, w czwartek się spakowałam obczaiłam wcześniej połączenia, kochani rodzice kupili wcześniej bilet Krk-Ustroń, więc wszystko grało.
Do Ustronia przyjechałam w piątek koło 16, a wyjeżdżałam w niedzielę o 9, więc tak naprawdę to jeden dzień tylko ;/ chlip. 

PODRÓŻ, NOCLEGI, UROCZYSTE OTWARCIE:
To już mój 4 zjazd. Byłam na pierwszym w Wiśle, rok później nie pojechałam, bo urodziła się Młoda, ale byłam już na następnych. Zjazdy to jedyny moment, kiedy jeżdżę do Ustronia (chociaż ciągle sobie obiecuję, że pojadę tam z rodziną) i to naprawdę zdumiewające, jak dobrze człowiek pamięta trasę mimo jeżdżenia raz do roku.
Noclegi miałyśmy załatwione w pensjonacie "Źródełko", którego chwaliły mieszkające tam uczestniczki wcześniejszych zjazdów. I faktycznie, w porównaniu z postpeerelowskimi molochami, jakimi są Tulipan i Magnolia warunki bardzo dobre. Wygodnie, czysto, w łazience jest ciepła woda, w pokoju tv z cyfrówką (a nie 5 kanałów z czego działają dwa jak wiatru nie ma), jest ciepło, okna się otwierają, jest WiFi. Jedzenie bardzo smaczne, śniadania w formie szwedzkiego stołu, do wyboru 3 rodzaje herbat ekspresowych, kawa mielona, rozpuszczalna, a w niedzielę do śniadania jeszcze sernik i szarlotka. Nie ma problemu z wypożyczeniem elektrycznego czajnika do pokoju. Nie ma problemu z zamówieniem sobie do pokoju extra jedzenia późnym wieczorem (oczywiście, o ile konkretne danie jest dostępne, ale z rzeczami typu pierogi nie ma problemu).
Zauważyliście, w jaki sposób to opisałam? To dobrze, bo wszystkie te przygody, że czegoś nie było, nie działało spotkało mnie bądź znajome w Tulipanie i Magnolii.
I jeszcze taki drobiażdżek - "Źródełko" prowadzą rodzice Piotra Żyły :> Więc jest szafa z pucharami, narty, kombinezon, zdjęcia Piotra, całej kadry z autografami itd. A na pamiątkę dostałyśmy właśnie pocztówkę ze zdjęciem Piotra z jego autografem :D Prawdziwym autografem. Nie takim nadrukowanym :]
Sam pensjonat kawałeczek od hoteli, ale jak się zna drogę, to jest to całkiem przyjemny, ok. 20 min spacerek.
A jak się nie zna to.... drukuje sobie mapę z google mapsa i na wszelki wypadek dopytuje się taksówkarza o drogę. Chociaż oczywiście wskazówki w stylu "skręci pani w prawo, potem dojdzie do takiego u, skręci i jak będzie takie okrągłe, taki niby plac to to będzie hotel" mogą być nieco.. hmm.. zagadkowe. Do dziś zastanawiam się o jakie "u" mu chodziło.
Tak czy owak.
W piątek lało. Akurat jak przyjechałam do Ustronia, zrobiła się chwilowa dziura w deszczu, więc rozpakowałam się, wypiłam kawę i pokłusowałam do Tulipana, żeby dołączyć do znajomej. Udało mi się do niej dodzwonić, dowiedzieć, gdzie jest na warsztatach, więc umówiłyśmy się, że do niej dołączę za jakieś 10-15 minut (bo już w drodze byłam).
Widzę jakąś ścieżynkę w prawo, no ale wąska, nieoświetlona, no to chyba nie to. Idę dalej.
10 minut później...
Posesje, dróżki, krasnale ogrodowe, ładne liście, przemoczone buty.. O droga w prawo. Hmm.. i mnóstwo skrzynek pocztowych.. pewnie jakaś krótka dojazdowa do kilku posesji. Idę dalej.
10 minut później...
Posesje, ładne domki, ogrody, o ładny samochód, sarenki pasące się na polu.... O, tam widzę linię domów, na pewno są przy tej głównej drodze, do której idę.
5 minut później...
Skończył się asfalt. Sarny patrzą się na mnie jak na idiotkę. Droga dalej to rozjechane koleiny, znaczy dojazd do czyjegoś domu. Albo lezę po mokrej trawie (może lepiej ściągnę buty, i tak już mam mokre stopy), albo wracam do tej drogi ze skrzynkami. 
Sarny się na mnie gapią przeżuwając mokra trawę jak rasowe krowy.
Zawracam,
SZUUUUUUUUUUUUUUUU!!!!!!!!!!!!!
Lokalne oberwanie chmury. Zanim wyciągnęłam parasol, przestało padać. Moje stopy rozpoczęły naukę pływania w stylu delfin.
15 minut później...
No dobra, idziemy tą drogą i gdzie dojdziemy? JEST!!! Główna!!! No to teraz chyba znowu na prawo, Tulipan powinien być za zakrętem.
5 minut później...
Jestem za zakrętem, a gdzie Tulipan?! No nic, jestem na dobrej ulicy idę póki nie dojdę.
10 minut później...
Hahah, udało się, jestem na drodze wjazdowej do Tulipana... #$%&$#@!!!
Dobrze, że Stasia była na warsztatach, przynajmniej się nie nudziła czekając na mnie :D
Wygrzebałam z torebki maile poświadczające zakup warsztatów i potruchtałam do recepcji. Oni nic nie wiedzą. No dobra. Impreza się trochę duża zrobiła. Idę więc na stoisko Coricamo. Obok stolik z wyłożonymi chyba dla instruktorów listami uczestników, w kącie smutna pani organizator rozmawia przed komórkę. Zamachałam więc łapką, coby sobie moją obecność zakonotowała i czekam. I schnę.
Smutna pani skończyła rozmawiać, popatrzyła się na mnie i... nic. Hm. Może to nie ta? Na wszelki wypadek podchodzę więc do stoiska i mówię, że ja na zjazd, że chcę się dopytać itd. O, to jednak smutna pani ma się mną zająć. No to wracam, mówię, pytam się i teraz...
Czy myślicie, że jako uczestnik, dostałam tak jak w zeszłym roku jakiś darmowy zestaw/wzór do haftu? To źle myślicie.
Czy wydaje się wam, że przy czymś takim powinnam dostać identyfikator, jakąś karteczkę w rodzaju "Witamy na V Zjeździe Zakręconych! Warsztaty trwają od do, są tu i tu, dokładna lista w sieci/na drzwiach wejściowych/na 2 stronie kartki"? Macie rację, WYDAJE WAM SIĘ.
Sądzicie, że przy tego typu okazjach powinny być jakieś gadżety w rodzaju przypinek (tak jak rok temu)? Taak, też tak sądziłam.
Dowiedziałam się, że generalnie nic organizator ode mnie nie chce, ja nie powinnam chcieć od niego, a karteczkę poświadczająca zakup mam pokazać instruktorowi. Skąd pani, która ma listę imienną będzie wiedzieć, że jej warsztaty mają kod "WARSZ-37-02" - nie wiem, widocznie wiedzieć będzie.

Powlokłam się więc do Stasi na warsztaty - akurat była na warsztatach z "Osikowej Doliny" więc załapałam się extra na sypanie brokatu :D
Później poszłyśmy obejrzeć stoiska i czekałyśmy na rozpoczęcie "uroczystego otwarcia". Jako że w sumie nie licząc bobinek nie potrzebowałam niczego, to na mnie stoiska zrobiły średnie wrażenie.
Było jak zwykle Coricamo, ale jakoś.. mało rzeczy na stoisku mieli, szczególnie mało zestawów do haftu (może ludzie wykupili?), było Hobby Studio z plikami katalogów, dużym wyborem rzeczy do scrapu, była Ariadna pokazująca głównie rzeczy wykonane przy użyciu ich nici i sprzedająca kordonki. W Magnolii była Haft Pasja, gdzie wreszcie udało mi się dorwać bobinki i obejrzałam sobie dokładnie chusteczniki z kanwy plastikowej, zestawy do latch hook i mozaiki. Plus było stoiska chyba z Robin's patchwork (w każdym razie jakieś patchworki ;)), jakaś firma z decoupagem i DMC, które od dłuższego czasu żyje niemal wyłącznie tym swoim zpagetti. Z krzyżyków to te extra drogie wypasione muliny DMC typu color variations i kilka książek po zbójeckich cenach. No i jeszcze jakieś stoisko z filcem, wystawko-stoisko zabawek szydełkowych i to już tyle.
**edit - zapomniałam o jeszcze jednym - kolejny rok swoje przepiękne i kosztowne torebki pokazywały Ukrainki - m.in. Halyna Matviyiv. Piękne wykorzystanie haftu krzyżykowego w torebkach.
Wystawa prac była w jadalni w Tulipanie, kilka prac też przy stoiskach w holu, plus cuda z koralików w gablotce. W połowie pustej.
Wystawa w jadalni częściowo na naszych oczach się organizowała. Szczerze mówiąc, podziwiam osoby, które zdecydowały się zaprezentować prace, przy podejściu organizatora "bierzcie co chcecie, będzie miejsce to się wystawicie, a my nie bierzemy za to odpowiedzialności".
Czekając na "słowo prezesa" nastąpiły miłe spotkania ze znajomymi, nawiązywało się nowe znajomości itd. Bardzo dużo osób rozpoznałam z poprzednich zjazdów (mimo, że ich nie znam). Co ciekawe, np. nie wiem, jak kobitka się nazywa, ani skąd jest, ale wiem, że w zeszłym roku remontowała kuchnię, lubi koraliki, a nie przepada za frywolitką :D Ot, takie śmieszne rzeczy nieraz utkwią w pamięci...
Po jakimś czasie na mniej więcej środek połówki sali ;) wyszła smutna pani, która wypowiedziała kilka zdań. Z całości przemówienia najbardziej utkwiły mi w pamięci posykiwania i krzyki publiczności "głośniej!! nic nie słychać!!", jako że pani była bez mikrofonu i natura nie obdarzyła jej donośnym głosem.
Później miały być tańce ludowe wykonaniu zespołu młodzieży, ale ja padłam zwyczajnie więc namówiłam Stasię na wcześniejsze urwanie się i odpalenie pidżama party ;)
Stasia przyjechała do Ustronia dzień wcześniej, więc drogę znała. Po uśmianiu się z moich przygód, wyprowadziła nas w zupełnie inną stronę - okazuje się, że szybciej dojdzie się do Tulipana przez Magnolię (czyli jakby idąc od góry do niego, a nie obchodząc górę jak ja to zrobiłam).
W dobrym towarzystwie czas szybko mija, doświadczenie swoją szosą, a i tak źle skręciłyśmy w jednym miejscu :D ("ale jak to tu jest szpital?!") Ale przynajmniej w dwie osoby to się pośmiać można było ;)
Późnym wieczorem dołączyła do nas Grażynka, której na całe szczęście udało się przyjechać :) Z przygodami również ;) M.in. jak już człowiek bierze taksówkę, to liczy na to, że kierowca wie gdzie jechać :D Urządziłyśmy sobie miły babski wieczorek, ja zrobiłam kilka krzyżyków na dmcowskim ptaszku (raz na pół roku by wypadało) i poszłyśmy spać z nadzieją, że w sobotę zgodnie z prognozą nie będzie padać.

Podsumowując - Ustroń nas nieco złośliwie i przekornie powitał w tym roku ;))

SOBOTA - WARSZTATY, SPOTKANIA:
Zapisałam się tylko na 2 warsztaty w sobotę, przewidując, że w najgorszym wypadku chociaż na sobotę przyjadę.
O 9 miałam kurs ręcznej aplikacji. Na dzień dobry dowiedzieliśmy się, że zmieniła się osoba prowadząca. No bywa. Potem padło pytanie, co miałyśmy zabrać na warsztaty, bo w zależności od strony/osoby wersje były różne. Eee.. tylko nożyczki? Na szczęście prowadząca założyła, że możemy nie mieć nic, więc wszystko było przygotowane. Włącznie z jej prywatnym zapasem igieł do aplikacji.
Okazuje się, że są specjalne igły do takich rzeczy Oo przy których normalne igły wydają się wielkie i toporne. Mają tylko 2 wady - są dość delikatne i mają superminiaturowe oczko. Takie, co to się wydaje mniejsze od nitki. Więc nawlekanie jest STRASZNE, bo w to ucho to nawet żaden nawlekacz nie wejdzie.
Szyłyśmy jabłuszko z bawełnianych kawałków do patchworków. Jako metodę pokazano nam jak to robić z użyciem "freezer paper" - to taki specjalny papier z klejem z jednej strony. Przyprasowywuje się go do danego kawałka aplikacji, a jak już aplikację ma się prawie całą przyszytą, delikatnie odkleja (wystarczy wsadzić np. nożyczki czy coś płaskiego z tępym końcem między papier a tkaninę i super odchodzi) i wyciąga, a aplikację doszywa do końca.
Jako że nie dość, że złamałam jedną igłę, to jeszcze musiałam pruć spory kawałek, nie skończyłam jabłuszka na warsztatach, ale udało mi się je skończyć w Ustroniu. Oto efekt, z którego jestem baardzo dumna, bo pierwszy raz w życiu przyszywałam aplikację :) Planuję ją wykorzystać do przyozdobienia jakiegoś pudełka bądź okładki notesu.
Przy okazji nauczyłam się super prostego sposobu robienia supełka :)
 
Warsztaty prowadziła pani Małgorzata Stec-Adamus, która robi również patchworki i prowadzi warsztaty szycia. Wiem, że planuje uruchomić warsztaty szycia patchworków w Oświęcimiu, więc jeśli ktoś z okolic jest chętny, to na priv mogę podesłać namiary do niej, bo jest świetnym nauczycielem i naprawdę potrafi przekazać wiedzę :)
A po warsztatach spotkanie i pamiątkowa fotka osób biorących udział w zabawie "Niteczki w karteczki" :) Ja to ta w niebieskim sweterku z apaszką ;P

Potem obejrzeliśmy występ zespołu ludowego (tego, który występował dzień wcześniej) - zaprezentowali piękne stroje i tańce z kilku okolicznych rejonów. Młodzież bardzo się starała, aczkolwiek było widać, że niektóre tańce świeżo wyuczone i czasem się krok pomylił. Ale bardzo pozytywnie, naprawdę, miło się patrzy na takie rzeczy :)
Potem znajoma porwała nas na obiad, a po powrocie cierpłam na focie grupowej - nie ma to jak kucanie przez x czasu plus beztrosko pakująca mi się na nogi kobieta - no bo po co ona ma kucać, jak sobie może na mojej nodze siąść. Ot, ludzka bezczelność ;) (fota mała bo pożyczona od jednego z uczestników)
A potem grzecznie potupałam do Magnolii na warsztaty z latch hook.
Z latch hookiem spotkałam się w Krasnymstawie, gdzie moja znajoma z pokoju uczestniczyła w warsztatach. Oni akurat mieli nieduży obrazek z bratkami. Technika wydała mi się kusząco łatwa i odprężająca, więc doszłam do wniosku, że na następnym zjeździe trzeba będzie się skusić. A mały obrazek zamiast na ścianę trafi do Młodej, przyda się na dywan dla lalek ;)
A tu niespodzianka: bratków nie będzie. Każdy uczestnik dostał spore pudło.
A w środku.... zestaw do zrobienia poduszki!!! Wow. Takie pudełko zawiera pociętą już mulinę, szydełko, schemat graficzny i wzornik nici. Przepraszam za brak fotki, ale jak ktoś sobie w linki latch hookowe z tego postu poklikał to już wie jak to wygląda. Nauczyłam się więc jak przewlekać wełnę specjalnym szydełkiem i przystąpiłam do pracy. Przy okazji dowiedziałam się ciekawostek, jak to instruktorki prawie że się biły o stoliki i krzesła (bo dostały na rozpiskach, że siedzą przy tym samym numerze stolika..), jak to prowadząca dostała imienną listę osób, z których ani jedna nie stawiła się na warsztaty, za to przychodzili inni ludzie i twierdzili, że właśnie na latch hook byli zapisani... a nie sposób było zweryfikować, czy aby na pewno byli na to zapisani...
Nie zdążyłam za dużo zrobić, jednak poduszka trochę duża :P dlatego też pokażę wam efekty warsztatów i jednego dnia tkania po powrocie:
No i wpadłam. Jest to tak dla mnie relaksujące, że muszę się zmuszać do krzyżyków, bo najchętniej bym te dywany tkała :D Co jest o tyle interesujące, że nie przepadam za dywanami typu shaggy. Zakupiłam sobie jeszcze do domu dywanik z biedronkami, oficjalnie dla Młodej, nieoficjalnie zastanawiam się, czy jej go oddać ;P
Po warsztatach zmęczone popełzłyśmy do pensjonatu (tym razem udało się nie zabłądzić ;)), gdzie oddałyśmy się urokom oglądania zakupów, kończenia prac rozpoczętych na warsztatach itd. Ja zaczęłam nowego HEADa (ale o tym w następnym poście), obejrzałyśmy sobie Jamesa Bonda ;) Spakowałyśmy się, i.... już była niedziela i czas wracać :/

Po powrocie zastałam miłą niespodziankę. Jakiś czas temu odwiedziłam blog http://janeczkowo.blogspot.com/ gdzie urzekły mnie frywolitkowe śniezynki, co dałam wyraz w komentarzu. To była moja pierwsza wizyta na tym blogu, ot, zwyczajnie łaziłam po linkach, które są na waszych blogach ;) i tak od strony do strony, trafiam nieraz w ciekawe miejsce. Okazało się, że mój komentarz złapał licznik i otrzymałam nagrodę :) Takie oto śliczności na mnie czekały (czekoladę nagryzłam zanim dostałam aparat do ręki ;P ):
A we wtorek przyfrunął do nas taki oto ekspresik:
Była to nagroda ze zdrapki (pewnie kojarzycie, niedawna akcja Biedronki) - muszę przyznać, że chociaż dość głośny to całkiem przyzwoicie się sprawuje i po ustawieniu pod nasze gusta parzy kawę, którą da się wypić ;) W sumie zakupu ekspresu na kapsułki nie planowaliśmy, ale jako nagroda to czemu nie. Kapsułki z Biedronki nie są zbyt drogie, a poza tym pijamy przede wszystkim kawę rozpuszczalną, więc raczej nie zbankrutujemy od używania ekspresu Italico. Na zdjęciu bardzo czerwony wyszedł, tak naprawdę ma bardziej bordowy kolor.

A wracając do Zjazdu.. Przestraszyłam was? Powiało grozą i macie wrażenie, że szkoda czasu i pieniędzy na takie coś? Cóż.
Mam nadzieję, że w przyszłym roku organizacja będzie lepsza. Zresztą Coricamo ma jakieś dziwne fazy, że co 2 zjazd jest lepszy niż wcześniejszy ;)
Tak, organizacyjnie popełniono mnóstwo błędów, które mogą być wybaczone przy organizacji pierwszej czy drugiej imprezy, a nie piątej.
Ale z drugiej strony, impreza robi się coraz popularniejsza i coraz większa, po za tym, po raz pierwszy organizatorzy zostali sami z tym wszystkim bez Asi, która ogarniała wszystko i gasiła pożary wodą, a nie benzyną.
Na Zjazdy jeżdżę po to, aby spróbować różnych ciekawych rzeczy, nieraz kompletnie egzotycznych, których inaczej musiałabym się nauczyć z youtuba czy tutoriali. A jednak to zupełnie co innego, niż nauka pod okiem profesjonalisty, który w dodatku udzieli wskazówek również po godzinach oficjalnych zajęć.
I dla ludzi. Którzy kochają rękodzieło jak ja. Którzy rozumieją moje problemy w rodzaju czy HEADA robić na płótnie czy na 25". Którzy pokażą mi jakieś nowe ciekawe sztuczki. Pokażą swoje prace. Zarażą swoją pasją do innych technik.
I dlatego warto przebrnąć przez nawet niezoganizowaną organizację, dopilnować tylko terminów zapisów, załatwić sobie na własną rękę noclegi i pojechać. Bo takiego klimatu nie ma na żadnej innej imprezie.

wtorek, 14 października 2014

Porównanie "Cross Stitcher", "The world of cross stitching", "Cross stitch crazy", "Cross stitch collection", "Cross stitch gold" oraz "New stitches"

Uf. Długaśny tytuł. Myślałam o skrótach, ale to by nie wyglądało dobrze ;)

Post długo się rodził, ale generalnie wena uciekała gdzie się dało i ile się dało. Nie licząc chorób. I chorób. I prób różnego rodzaju kończących się porażką, co przeganiało wenę do diabła i dalej.

Teraz szczegóły:
Podobnie jak część z was otrzymałam numer „Twórczych Inspiracji” do recenzji, którą można sobie przeczytać tu. Recenzja ta jakimś sposobem wpadła w oko również jednej z mojej ulubionych polskich pasmanterii, czyli pasmanterii internetowej Haftix. W związku z czym poproszono mnie o zrecenzowanie 6 hafciarskich zagranicznych gazetek, które mają w swojej ofercie.
I tak oto (werble!!) dostałam w swoje łapki kilka angielskich gazetek ^^ Jako że nic nie prenumeruję (aczkolwiek kiedyś mocno się nad tym zastanawiałam), więc jak dla mnie po prostu bomba. Część z dodatkami, część nie, a wszystkie ze wzorami do krzyżyków.
Przede wszystkim zamierzam opisać ofertę i ją porównać i mam nadzieję, że dzięki temu niektórym osobom łatwiej będzie podjąć decyzję o zakupie lub prenumeracie konkretnego tytułu.

Z góry również przepraszam, jeżeli na podstawie otrzymanego numeru wypiszę rzeczy wymagające korekty (np. że w gazetce zamieszcza się wywiady, a akurat był to pierwszy wywiad od 10 lat w tym czasopiśmie ;P ). Jeżeli któraś z was jest prenumeratorką jakiegoś tytułu i będzie chciała dodać jakieś uwagi, to bardzo proszę o zamieszczenie ich w komentarzach, ja to potem umieszczę w recenzji. Wiem, że „Cross Stitcher” i „World of cross stitching” są dość popularne w Polsce.

Zasada jest taka - każdy numer opisany pod względem zawartości, zaś 2-3 kubki kawy dalej, dla wytrwałych nagroda w postaci podsumowania :D Kolejność - jak mi się brało ze stosu ;P


1. Cross stitch crazy (dostałam numer 08/2014):
Informacje techniczne:
Wydawca: Immediate Media company, Bristol, UK
Rodzaj: miesięcznik (13 wydań w roku)
Cena: 4,99 £
Liczba stron: 82 (w tym konkretnym wydaniu)
Gratisy: do każdego numeru.

A teraz wrażenia:
- reklamy, dużo reklam, arghhh.. reklamy....
- dużo różnych wzorów, zróżnicowanych pod względem wielkości czy trudności. Mamy więc w tym numerze i wzory na poduszkę, duże obrazki, ładny alfabet, wiatraczki z perforowanego papieru i jeszcze można by trochę wymienić. Prawie każdy wzór opatrzony jest opisem, na jakie okazje można haft wykorzystać, jakie materiały są potrzebne do jego wykonania (tkaniny, nici, ile marginesu na oprawę, w przypadku haftów użytkowych np. poduszki na igły również sposób wykonania), sugerowany czas pracy oraz adresy sklepów, gdzie można zakupić materiały. Często jest również słowo od projektanta plus jego/jej zdjęcie. Dodatkowo któryś z redaktorów króciutko wypowiada się o danym wzorze.
- ciekawe wzory przygotowywane przez redakcję: celebstitch czyli wzór gwiazdy filmowej/muzycznej (zdjęcie przerobione na schemat przez redakcję CSC) - w sierpniowym numerze Tom Fletcher (kimkolwiek on jest ;)); wzorki na życzenie - czytelnicy piszą, a projektant robi małe wzorki jako odpowiedź na ich listy - np. wzór bullterriera, rakietę tenisową itd.
- listy od czytelników z całego świata z pracami prezentującymi prace wykonane ze wzorów publikowanych w CSC (5 stron).
- nowinki zakupowe,  ciekawostki hafciarskie i okołohafciarskie - nowe wzory od dużych projektantów, ciekawe zestawy, igielniki, przydasie, ciekawe wzory w sieci, nowe sklepy itd.
- porady ekspertów - od "co mam wyszyć na prezent" po kwestie techniczne.
- historie czytelników - w tym numerze wywiad z Amerykanką, która otworzyła coś w rodzaju klubu dla dziewcząt, gdzie m.in. uczą się haftu.
- "stitch&chat" czyli takie trochę mydło i powidło. Ciekawe projekty związane z wyszywaniem, odpowiedzi czytelników na ankiety, fotki od czytelników, konkursy itd.
- słowniczek czyli jak czytać schematy, słowniczek pojęć hafciarskich, podstawy haftu krzyżykowego - jak wyszywać, jak robić kontury, ćwierćkrzyżyki itd., ilustracje plus tekst.
- krzyżówka i komiks.

2. Cross stitch collection (dostałam numer late summer 2014):
Informacje techniczne:
Wydawca: Future Publishing Ltd, Bath, UK
Rodzaj: miesięcznik (13 wydań w roku)
Cena: 4,99 £
Liczba stron: 66 (w tym konkretnym wydaniu)
Gratisy: nie ma.

Wrażenia:
- gazetka zawiera przede wszystkim kilka dużych wzorów (aczkolwiek w tym nr trafiła się również kartka urodzinowa), wraz z dobrze napisaną rozpiską, co należy przygotować (materiał, nici, igły, itd.). Dodatkowo przy każdym wzorze podano w jaki sposób go wykorzystać - i tak mamy krok po kroku jak oprawić obraz, jak zrobić torbę na zakupy, itp. (bez zdjęć). Wzory zazwyczaj opatrzone krótką notką od projektanta oraz kogoś z redakcji. Plus fotka projektanta ;)
- informacje o wystawach, konkursach, ciekawych gadżetach do haftu, książkach.
- wywiad z blogerką.
- listy od czytelników plus fotki - 2 strony.
- redakcja poleca czyli co ciekawego kupić (związane tematycznie/czasowo - w moim przypadku  tematyka związana z latem).
- poradnik - podstawy haftu krzyżykowego, konturów, ćwierćkrzyżyki, koraliki oraz jak czytać schematy zamieszczone w magazynie.
- lista pasmanterii i sklepów związanych z rękodziełem (wszystko do haftu, ramy, oprawy itp.).
- w tym numerze rada od projektantki, jak wyszyć ulubiony wiersz - czyli co zrobić, by literki z książki zamienić na ładnie oprawiony obraz wyszyty krzyżykiem ;)
- reklamy - niedużo.

3. Cross stitcher (numer czerwiec 2014):

Informacje techniczne:
Wydawca: Future Publishing Ltd, Bath, UK
Rodzaj: miesięcznik (13 wydań w rok)
Cena: 4,99 £
Liczba stron: 90 (w tym konkretnym wydaniu)
Gratisy: do każdego numeru.

Wrażenia:
- sporo reklam.
-  wzory mocno zróżnicowane zarówno pod względem wielkości, trudności jak i rodzaju użytych materiałów. Mamy więc i kanwę plastikową, i klasyczną aidę, i kanwę rozpuszczalną. Obrazki, kartki, broszki, poduszki, piórniki itd. Instrukcje podane w sposób przejrzysty, pokazane jak prace oprawić czy też do czego użyć (np. jeśli jest pokazany wzór ołówków na piórniku to prócz schematu na krzyżyki jest instrukcja, jak uszyć ten piórnik - ze zdjęciami). Każdy wzór podpisany, podana lista materiałów oraz szacowany czas wykonania. Dużo przeróżnych rzeczy zarówno do wykonania jak i jako inspiracje. Dla mnie bomba.

- przegląd rynku czyli nowinki, wzory, gadżety itd. hafciarskie i okołohafciarskie.

- wywiad - w tym numerze z młodym projektantem, który zaprojektował i wyszył historię z "Gwiezdnych Wojen" - widziałam fotki na necie (zdaje się, że gość jest ze mną w jednej z grup na fejsie ;) no i muszę przyznać, że ta praca robi wrażenie. Naprawdę dzieło życia.

- strona z fotkami prac wykonanymi przez czytelników.
- "the savvy stitcher" czyli  poznajemy różne techniki. W tym numerze: jak zrobić zakładki na materiale i do czego je wykorzystać. Fajne, bo nie związane z krzyżykami :D
- podstawy haftu wraz z małym wzorkiem - tutorial jak wyszywać haftem krzyżykowym na konkretnym przykładzie. Plus jak zrobić francuskie węzełki, kontury, ćwierćkrzyżyki, koraliki. Oraz co to jest "waste canva" oraz "soluble canva" (czyli do wypruwania oraz rozpuszczalna).
- lista sklepów
- market place czyli ogłoszenia czytelników.
- krzyżówka oraz sudoku.


4. Cross stitch gold (mam wydanie nr.110)
Informacje techniczne:
Wydawca: Immediate Media company, Bristol, UK
Rodzaj: 9 wydań w roku więc to "półtora miesięcznik" ;)
Cena: 4,99 £
Liczba stron: 67 (w tym konkretnym wydaniu)
Gratisy: brak.

Wrażenia:
- trochę zbliżone do "cross stitch collection" - też skupia się raczej na kilku dużych wzorach.
- wzory zarówno od różnych projektantów jak i firm (w tym nr grecki tryptyk z Anchora). Każdy wzór ładnie rozpisany o potrzebne materiały plus wykończenie (czyli jak zrobić samemu oprawę, uszyć poduszkę, itd. - ale nie w każdym przypadku) Instrukcje wyłącznie tekstowe. Jeśli jest podane nazwisko projektanta, jest też jego zdjęcie plus kilka słów o wzorze.
- listy od czytelników plus odpowiedź redakcji - uwagi, pomoce, linki do sklepów itd.
- shopper's guide czyli co nowego do haftu można sobie kupić w tym miesiącu ;) 3 strony z nowymi wzorami, zestawami i adresami/linkami.
- przegląd zestawów do haftu, w tym numerze wzory związane z Orientem. Zdjęcia, opisy plus adresy sklepów.
-  pytanie do eksperta - 1 str.
- poradnik czyli znowu podstawy haftu krzyżykowego, francuskie węzełki, ćwierćkrzyżyki, koraliki, oprawianie.
 - znośna ilość reklam.

5. The world of cross stitching (mam wyd. 219, jakieś letnie? ale który to miesiąc? - szukanie tej info to jak szukanie igły w stogu siana..)

Informacje techniczne:
Wydawca: Immediate Media company, Bristol, UK
Rodzaj: 13 wydań (miesięcznik + jedno extra)
Cena: 4,99 £
Liczba stron: 98 (w tym konkretnym wydaniu)
Gratisy: są.

Wrażenia:
- już na okładce oszałamiająca liczba 147 wzorów do wyszycia z czego? plus? 89 absolutnie must have&stitch. Tak... to może zrobić wrażenie. A potem dzieli się na zestawy po kilka sztuk małych, wybiera to co się człowiekowi podoba i już jakby mniej się robi ;P
- reklamy, wrr... dużo.
- wzory różne, zestawy kilku małych, dziecięce, kwiatowe itd. Do wyboru do koloru. Na tkaninach, papierze perforowanym czy kanwie plastikowej. Na poduszki, obrazki i pudełka. Każdy wzór posiada opis, rodzaje użytych ściegów, czas potrzebny na wykonanie, poziom zaawansowania, schemat, lista nici, wymiary, lista zakupów, rozmiar igły. Nazwisko projektanta, fotka, kilka słów o wzorze. Czasem instrukcja wykończenia (np. jak zrobić poduszkę)  - bez zdjęć. W przypadku serii mniejszych wzorów często pokazany sposób wykorzystania (jako kartki, zakładki itp).
- listy od czytelników (zdjęcia prac plus komentarz redakcji - btw - Marto pozdrawiam!! Twoje piękne króliczki ;))  4 str.
- shop&stitch czyli nowinki zakupowe, od wzorów po wstążki i pudełka w kształcie guzików ;)
-  odpowiedzi na pytania - 5 str. Rzeczy przeróżne, począwszy od "szukam wzoru.." lub "jak wyszyć to i tamto"  a na projektowaniu małego wzorku dla czytelników skończywszy.W tym jedna strona wyszperanych w necie zestawów/wzorów uznanych przez redakcję za interesujące.
- wywiad/artykuł o projektancie. W tym numerze o Cathy Lewis, która projektuje wzorki dla geeków (te z bakteriami na przykład).
- historia czytelnika (spory artykuł).
- reklamy (tak, wiem, że się powtarzam, w tej gazetce przede wszystkim reklama rzuca mi w oczy).
- informacje o różnych nadchodzących wydarzeniach, typu wystawy, imprezy związane z krzyżykami itd. Linki do ciekawych stron, blogów. Mało.
- krzyżówka, sudoku.
- reklamy!!!
- lista sklepów (długa), adresy www, banerki reklamowe różnych firm (reklamy, aaa...)
- słowniczek pojęć, podstawy haftu, dobierania igieł, krzyżyków, ćwierćkrzyżyków, francuskich węzełków, poradnik jak czytać ich schematy.

6. New stitches (mam numer 253 czyli Maj 2014).
Informacje techniczne:
Wydawca: Creative Crafts Publishing Ltd, UK
Rodzaj: 12 wydań (miesięcznik)
Cena: 4,50 £
Liczba stron: 66 (w tym konkretnym wydaniu)
Gratisy: brak.


Jest to jedyna z prezentowanych gazetek, która nie ogranicza się wyłącznie do haftu krzyżykowego. Mamy tutaj i blackwork, hardanger oraz haft koralikowy (zarówno koraliki naszywane na tkaninę jak i tkane na krośnie).

Wrażenia:
- wzory - o różnej tematyce i na różne techniki, aczkolwiek jednak dominuje haft krzyżykowy. Również różnej wielkości (dominują raczej niewielkie). W tym numerze jeden wielki wzór na krzyżyki, ale część schematu będzie w kolejnym wydaniu. Jest opis, nazwisko i fotka projektanta, info jakim ściegiem, rozpiska (czyli nici, tkanina, wielkość igły), gdzie można kupić np. zestaw z danym wzorem. Niektóre wzory są rozpisane na kilka rodzajów haftu (w tym numerze np. złota rybka na krzyżyki, wyszywanie koralikami i koraliki na krośnie), wtedy rozpiska jest do osobno do każdej techniki. Plus podstawy danej techniki czyli w tym wypadku jak przyszywać koraliki oraz jak tkać je na krośnie.

- stitcher's notebook czyli co ciekawego można kupić (zestawy, wzory, akcesoria), info o wystawach, kursach; 3 str.
- artykuł hm... nie mam porównania, więc może tak - duży i fajny artykuł o pisarce Tracy Chevalier (kojarzycie film "Dziewczyna z perłą" ze Scarlett Johansson i Colinem Firthem? Był na podstawie jej książki) w związku z jej nową książką o Honor Bright, kwakierce zajmującej się pikowanymi kołdrami/patchorkami (w oryg. quilt maker). Jako że bez wątpienia jest to temat związany z szyciem, trafiło to do takiej gazetki. W artykule opisano, jak Tracy przygotowywała się do napisania tej książki m.in. zostając kuratorem wystawy patchworku/pikowanek (kurcze, ktoś wie jak to DOKŁADNIE tłumaczyć?) w Anglii.  Są zdjęcia prac oraz ciekawe historie o niektórych z nich.
- nowinki na rynku wydawniczym - oczywiście wszystko związane z wyszywaniem.
- artykuł o magna carta przeniesionej w świat haftu.
- reklam niezbyt dużo.
- poradnik jak zacząć wyszywanie krzyżyków, jak czytać schematy zamieszczone w gazetce, co jest potrzebne do haftu krzyżykowego oraz jak wykończyć pracę - takie podstawy oprawiania, robienia kartek (plus zdjęcia do newralgicznych etapów), prania prac itd.
- katalog produktów - zarówno tych zamieszczonych w gazetce jak i innych (książki, zestawy, akcesoria).
- krzyżówka.

Żyjecie? Nie? No cóż, będę musiała poszukać nowych czytelników ;)
Teraz pora na kolejny kubek napoju bogów czyli dobrą kawę i podsumowanie :D

Wyszywam od dobrych 12 lat. Wyszywam wzory małe, duże, skomplikowane i proste, używając jednego koloru, łączonych kolorów, pełnymi krzyżykami i ćwierć. Gotowe zestawy jak i same wzory. Wyszywam na kanwie drukowanej, plastikowej, aidzie, płótnie i różnych dziwnych materiałach. Używam różnych nici. Mam sporo różnych akcesoriów i gadżetów. Cały czas się czegoś uczę (jeszcze rok temu nie wiedziałam co to pin stitch,a parkować do dziś nie umiem). Robię obrazki, małe różnostki, biżuterię. Potrafię zmienić kolorystykę wzoru, żeby mi pasowała. Projektuję wzory - zarówno przerabiam zdjęcia, jak i niektóre całkiem od zera (kto zerkał swego czasu na mój sklepik na Etsy ten wie). Swój poziom w hafcie krzyżykowym określiłabym zatem jako zaawansowany i z tego punktu widzenia porównuję gazetki.
Dlatego już teraz mogę powiedzieć, że jak dla mnie, to wzory do haftu krzyżykowego we wszystkich tych gazetkach nie są skomplikowane, a jedynym utrudnieniem jest po prostu kwestia czasu, który trzeba by poświęcić na duże prace. Ale też trzeba wziąć pod uwagę to, że skomplikowanych rzeczy się nie publikuje w miesięcznikach, bo kto by je wtedy kupował ;)

Więc tak - gazetek 6, a wydawców 3. Creative Crafts Publishing Ltd (NS), Immediate Media company (TWOCS, CSG, CSCrazy) oraz Future Publishing Ltd (CS, CSC).
Cena mniej więcej zbliżona, ok. 5 funtów za jeden numer. Wszystkie ukazują się co miesiąc (no,  CSG ma 9 wydań). Do kupienia w Polsce (aczkolwiek w przeliczeniu na złotówki to jednak kosztowna gazetka). Można prenumerować z Anglii. Prócz "New Stitches" wszystkie poświęcone wyłącznie haftowi krzyżykowemu, mają różnej wielkości wzory i o różnej tematyce, a dodatkowo każda gazetka oferuje dział w rodzaju listy od czytelników, przegląd nowinek na rynku hafciarskim, artykuły, wywiady, informacje o wystawach, kursach, itp. Większość oferuje również jakiś rozrywkowy kawałek w rodzaju krzyżówki lub sudoku, a kilka gratisy (zarówno akcesoria jak i wzory/zestawy do haftu).
Jeżeli zatem ktoś chce prenumerować angielską gazetkę ma całkiem duży wybór.

Gdybym miała wydać pieniądze na prenumeratę angielskiej gazetki o hafcie to:
- odpuściłabym sobie "Cross stitch collection" oraz "Cross stitch gold". Oba te tytuły skupiają się na niewielkiej licznie większych wzorów, które niekoniecznie muszą trafić w gust czytelnika. W tym wypadku to taka trochę loteria, czy znajdzie się chociaż jeden wzór, który akurat "siądzie". Z ręką na sercu mówię, że w "Goldzie" jest jeden wzór, który być może kiedyś wyszyję, zaś w "CSC" jeden, który wyszyję kiedyś na pewno. Jeden wzór w gazetce za 5 funtów to trochę za mało, żeby mnie przekonać do regularnego kupna. Ba, taka cena za jeden nieskomplikowany wzór gazetkowy to za dużo. Lepiej trochę zaoszczędzić i kupić sobie np. zestaw do haftu, który się naprawdę podoba czy uzupełnić zapas muliny ;)
Szczególnie, że angielskie 5 funtów, a polskie 5 funtów, to są dwa różne funty, jeśli wiecie o co mi chodzi ;) A czytanie o nowinkach na rynku... cóż... samemu też można poszukać na Sieci i taniej to wyjdzie ;)
- "The world of cross stitching" i "Cross Stitch Crazy" odrzucają mnie ilością reklam. Ich oferta jest bardzo podobna, chociaż mam wrażenie, że w CSC mniejsze wzory są bardziej zróżnicowane tematycznie i jakby więcej tych małych razem z możliwościami ich wykorzystania. No ale na podstawie jednego numeru nie da się tak obiektywnie ocenić. Generalnie to niezłe tytuły, dużo wzorów, inspiracji, różne artykuły czy ciekawostki... Tylko te reklamy... ^^"
Akurat te 2 tytuły wydaje jedna firma, więc jeśli ktoś by chciał prenumerować np. 2 gazetki, to lepiej wybrać któryś z tych tytułów i coś od innego wydawcy.
- i moich 2 faworytów: "Cross Stitcher" i "New Stitches". CS ma bardzo zróżnicowaną tematykę wzorów (oraz różnej wielkości), które są bardzo dobrze opisane, od początku do końca. Nawet jeśli wzór nie pasuje, to z pewnością wiedza o tym, jak uszyć piórnik czy torbę przyda się na przyszłość. Szczególnie, że kwestie wykończenia pracy są zilustrowane zdjęciami, co dużo ułatwia.Co prawda ma sporo reklam, ale nie aż tyle co TWOCS czy CSCrazy.
"New Stitches" z kolei oferuje wzory nie tylko na haft krzyżykowy, ale też inne, a rozpisanie tego samego wzoru na 3 różne techniki jest po prostu super. Miłe i odświeżające.

Oczywiście, najlepszy sposób zakupów takich gazetek to albo zaprenumerować jakiś numer na pół roku/rok (bo statycznie więcej będzie wzorów, które się przydadzą, a przy okazji człowiek się przekona, czy mu pismo pasuje) albo metoda "macania" czyli idziemy do Empiku i macamy przynajmniej okładkę, żeby zobaczyć co może być w środku ;) Po czym udajemy się w przyjaźniejsze cenowo miejsce (zazwyczaj Internet) i jeśli gazetka zapowiada się dobrze, to kupujemy sobie ten konkretny numer.

Serdecznie dziękuję pasmanterii internetowej Haftix za możliwość zapoznania się z tymi tytułami oraz wytrwałym czytelnikom (chcecie jeszcze jeden kubek kawy? nie? już staliście się zombiakami? ;)) - mam nadzieję, że pomogłam niektórym z was podjąć decyzję co do prenumeraty angielskich gazetek.

KONIEC

Etykiety

Dimensions ptaszki DMC ufokowy rok HEAD latarnia morska Teresa Wentzler kanwa plastikowa dimek kostki SAL bombkowy Stitchy Dragon serwetka z dzwonkami zakładka ze smokiem ufokowy rok 2 Coricamo Mikołaj z "Przyjaciółki" Spitfire UFOK Nene Thomas ozdoby choinkowe Kołysanka Randal Spangler Curl up with a good book Dimensions Gold Collection Petites Lullaby TUSAL 2013 pudrowe róże ufoki zakładka zestaw do haftu DMC RR Zjazd Zakręconych czajniczki kanwa drukowana latch hook retro koci kalendarz róże dla teściowej Kokardka.pl Royal Paris candy u meri niebieski klematis obrazek świąteczny smok smok i księżniczka zakładka z cytrynami III Ogólnopolski Zjazd Twórczo Zakręconych UFO SAL Ustroń candy dzwonki haft płaski jesień poduszka prezent ptaszki-grubaski zakupy Ariadna Boże Narodzenie Haft Pasja HobbyStudio Koci SAL Przyjaciółka TUSAL Tygrysek biżuteria córa frywolitka koraliki książki osikowa dolina osikowe wiórki wspólne dzierganie i czytanie zawieszka na choinkę ślubne Clover Dni Kraftu Festiwal Twórczo Zakręconych Haftix Heritage Crafts Kraków Krasnystaw NeedleArt Orchidea Permin of Copenhagen Pracownia Wiewiur Tajemniczy SAL Twórcze Inspiracje Ty Wilson Złota Igła drewniane zawieszki hardanger imieniny irysy kartka z motylem kolibry koteczek królik kumihimo maczek prawa autorskie smalls SAL sowa stateczek tutoriale wymianka wymianka zakładkowa zimowy ptasiorek żurawie 4 pory roku Garfield IV Ogólnopolski Zjazd Twórczo Zakręconych Igłą Malowane Linda 27" Lugana 25 Sew&So V Zjazd Zakręconych w Ustroniu bransoletki z muliny breloczek do kluczy chińskie widoczki kanwa ze złotą nitką kartka na ślub len liście ludowe maki makrama małe wzory metryczka mirabilia mulina lniana mulina metalizowana DMC mulina satynowa DMC serce serducho tajniak