sobota, 30 grudnia 2017

Ostatni haft w tym roku

Ha!
Udało się!
Rok kończę skończonym haftem :)
Mała rzecz, a cieszy :)
Skończyłam smoka :) teraz na tapecie będzie drugi, niebieski, opowiadający bajkę.
Tym razem zaczniemy od dokończonej księżniczki ;)


Śmieszne nóżki. Podobnie jak buzia w ciup (w ostatnim poście o smoku).
A tak te stopy wyglądają z konturami:
A tak wygląda już ładna buzia :)
Tutaj mamy całą księżniczkę, z falującymi włosami, koroną itd.:
Ciekawostką dla mnie były półkrzyżyki stanowiące cienie - zostało podkreślone w instrukcji, że mają być tak jak góra krzyżyków, czyli w moim przypadku tak: \\\\\\\. Zazwyczaj robię je "normalnie", czyli jak dół krzyżyka: ///////. Ale skoro w instrukcji tak wymagają, to czemu nie. Przy okazji nieco zmieniłam technikę. Poćwiczyłam wcześniej na kolibrze i wreszcie mi ładny "tent stitch" wychodzi ;)
Z przodu półkrzyżyk jak półkrzyżyk, ale tył jednolity (wreszcie!):

A tak nowych przyjaciół witały smoki w pokoju Weroniki:

I tutaj już po prasowaniu zbliżenie:
Obrazek zapakowany w papierową tubę i czeka na drugiego smoka, żeby razem stawić się u ramiarza :)

I przy okazji - wszystkiego dobrego w Nowym Roku wam życzę!

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Muszle w grudniu

Kolejny szybki weekend u rodziców. Z córą, żeby pokazać jej ozdoby w Krakowie i targi świąteczne.
Światełka były, zakupy zrobione, a mi się nawet udało nieco podgonić muszle.
Ostatnia fotka, jaką znalazłam na blogu wyglądała tak:
Jak się okazuje, nie zrobiłam zdjęć z poprzedniego razu - dokończyłam kremowy kolor z 3 stron i zaczęłam nim te wystające końcówki (jak na fotce powyżej, są dwie, dorobiłam wtedy kolejne 2).

W sobotę wieczorem, kiedy córa już (wreszcieee) zasnęła, w telewizji trafiłam na jeden z moich ulubionych filmów z dzieciństwa, kawał dobrego, klasycznego kina - "Bitwa o Anglię". Dzięki temu udało mi się skończyć całą ramkę:
Stwierdziłam, że fajnie byłoby zacząć muszle. Na schemacie takie fajne, duże kolorowe.... Aida taka drobna, znowu coś o powierzchni 1 cm składa się z 10 kolorów po 4 krzyżyki... aaa... nie znoszę dimków za to, a jednocześnie uwielbiam, bo efekt końcowy zawsze jest super..
Tutaj muszelka jeszcze bez konturów:
I takie właśnie pasy z różnych muszli na górze i na dole będą, a po bokach rybki w wodorostach.
Tak wygląda to w całości - niestety dopiero teraz przekonałam się, że zdjęcie wyszło nieostre :( więc będziecie musieli poczekać do mojej kolejnej wizyty u rodziców na wyraźniejsze zdjęcie i kolejne muszle.

czwartek, 14 grudnia 2017

Ufokowy rok 2 - listopad

Z ufoków ostatnio jakoś bombka bardziej mnie ciągnie - staram się co miesiąc chociaż kilka krzyżyków zrobić. Teraz mocne prace nad smokiem, a jak go skończę to drugi wchodzi na tapetę. Na szczęście Kasia ogłosiła, że będzie i trzeci ufokowy rok :D więc jest pewna szansa, że bombka, Mikołaj i żurawie wreszcie zostaną ukończone. No, przynajmniej 2 z nich ;) Na liście ufoków mam też HEADa, ale tak trochę niesłusznie, on nie jest do końca rasowym ufokiem, raczej nazwałabym go s-WIPem (czyli slow-Work in Progress, innymi słowy leniwcem :P ).
Ale do rzeczy - bombeczka dorobiła się zakończenia zakrętasa i kilku serduszek:

A prace nad smokiem wyglądają tak:
 Księżniczka z buzią w ciup ;)

I z innej beczki - wzięłam sobie udział w fejsbookowym konkursie Ariadny o zupie pomidorowej i zdobyłam wyróżnienie :D i takie nagrody do mnie przyszły - dla mnie super, oszczędzę na kalendarzach :D
 
 I to tyle na dziś. Jutro jadę do Krakowa na "szybki wypad weekendowy" z córą, więc znowu się pochwalę o ile lepiej wyglądają muszle jak mają te 10 krzyżyków więcej ;)

sobota, 2 grudnia 2017

Ho, ho, ho czyli witamy zimą

W górach już śnieg. Nie za dużo jeszcze, ale na tyle, żeby było czuć różnicę między listopadową pluchą a grudniowym, śnieżnym dniem. Chociaż znając życie na Boże Narodzenie będzie +10 i plucha :/

U mnie dzieje się wyjątkowo niedużo, bo jakoś nie mogę się zabrać, głównie dzięki mojemu "zostaw ten kabel/szufladę/pudełko/krzesło/przestań się tłuc o ściany pięścią/klockiem" synowi :] A sądziłam te kilak lat temu, że to córę roznosi...
Tym niemniej co nieco powstało.
Smok się doczekał skończenia i konturów :)
Przy okazji robienia mu grzywy, przypomniały mi się problemy, jakie Małgosia miała ze śniegiem w miśku - pojedyncze krzyżyki, rozsiane po całym płótnie i kwestia tego, czy każdy z osobna czy jakoś nitkę przeplatać?
U mnie nie było takiej historii, odezwało się zwykłe lenistwo - nie chciało mi się nitki kończyć i zaczynać, więc uznałam, że zrobię skok o kilka kratek. Problemem było to, że nitka mogłaby prześwitywać przez płótno, bo tam akurat nic pomiędzy nimi nie ma.
Udało się zrobić tak, żeby nie przebijało - mulinę przeprowadziłam pomiędzy splotami Aidy - polecam w przypadkach, gdy nitka nie jest bardzo ciemna i nie trzeba zbyt daleko skakać :)
Dzięki temu nitki nitki nie widać, a Wy możecie sobie zobaczyć włochaty tył mojego smoka ;)
A tutaj zbliżenie na grzywę:

Smok dorobił się również towarzystwa. I tutaj mogę pokazać słynną magię konturów ;)
Ten rozlazły cuś to królik, który z konturami wygląda tak:
Magia, po prostu magia :)
A tak towarzystwo wygląda razem:
Korona jest, znaczy księżniczka się szyje. Pomału.
Słowo jeszcze o konturach - na schemacie też 2 kolory z nich są czarne, jak w przypadku DMC i ptaszków. Ale RTO jakoś potrafiło schemat zrobić tak, że jest CZYTELNY. Kontury wyszywa się miło i przyjemnie, nawet jak trzeba się wkłuwać w środek krzyżyka.
I jest ich mało :P To główna zaleta :D

A teraz o innej wyszywance - której poświęciłam mało czasu, ale która jest idealna, kiedy człowiek coś by sobie powyszywał, ale nie ma dobrego światła, bo jest tylko górne, oczka zbyt zmęczone by się wślepiać w płótno, a paluszki jednak świerzbią.
Koliber w wydaniu półkrzyżykowym - może jeszcze pamiętacie sprzed kilku miesięcy? ;)
Wczoraj mąż poszedł wcześniej spać, a ja nie miałam co ze sobą zrobić :D
I dorobiłam koliberkowi nieco piórek:
Taki tam ptasiorek :) Ładny będzie :) Ja tam nie jestem koszerna, dla mnie półkrzyżyki na sztywnej kanwie też mogą być, a nie, że drukowana fuj, gobelinowy fuj, aida błe, len jedyny słuszny ;) Ważne, żeby nie było megapikselozy :)

W międzyczasie popełniłam 3 w swoim życiu robótkę koralikami i to nie haft, a czysty beading ')
Kolory przekłamało, bo to nie czarny, tylko metaliczny ciemny fiolet z różnokolorowym połyskiem. Jest za luźna i zły kolor nitki (ale nie miałam nic ciemniejszego), ale i tak jestem z siebie dumna i z satysfakcją powieszę ją na choince. Koraliki TOHO 11.
Wygrałam absolutnie niespodziewanie aukcję, na której dziewczyna pozbywała się swoich starych zapasów i mam zylion koralików (paczka ważyła ponad kilogram!!).
Chciałam je przepakować z woreczków strunowych, planowałam 50 probówek, zamówiłam 80, zabrakło mi koło 30 ']
I tym optymistycznym akcentem życzę Wam miłego weekendu i trzymajcie kciuki za księżniczkę! Bo jeszcze 2 zestaw do wyszywa ze smokami czeka :D

środa, 15 listopada 2017

Ufokowy rok 2 - październik

W październiku dużo się działo, więc tylko trochę bombki doszło:

Mało prawdopodobne, żebym zdążyła na Święta. Ale do 3 razy sztuka, więc zostaje mi jeszcze następne Boże Narodzenie :P


poniedziałek, 13 listopada 2017

Co tam panie w smokostanie?

Smoki smoki i smoki. Pomału do przodu, bardzo pomału, ale może chociaż jedne będą na Gwiazdkę.
Oto postępy:
 Jak widać w smoku został fryz i kontury. I królik. I kontury. I księżniczka. I jej kontury. I ziemia. Bez konturów. Ciekawe, jak się będzie wyszywać RTOwskie kontury :)
A ja teraz z przewlekłym zapaleniem górnych dróg oddechowych, mam antybiotyki na 10 dni, a od tygodnia nie miałam siły wziąć igły do ręki i nie zapowiada się to przez kolejny tydzień :/

czwartek, 26 października 2017

Nie było mnie że hoho

Ale jakoś nikt się nie zmartwił ;) Przerwę określmy jako techniczną, niestety póki co posty nieco rzadziej będą, a zdjęcia z telefonu będą gorszej jakości (bo i telefon gorszy, ach, mój słodki limonkowy soniaczu, jakże tęsknię, nawet za przegiętym nasyceniem kolorów...)

Na pierwszy ogień - Zjazd w Ustroniu. Tutaj serdecznie pozdrawiam Lawendową, którą miałam okazję poznać osobiście :)
Zjazd był zdecydowanie za krótki :D nie udało mi się zapisać na wszystko, co chciałam (np. na warsztaty z Dorotą Chmielewską :( ), ale za to ze wszystkim warsztatów, na które się zapisałam jestem zadowolona :)
W tym roku impreza odbywała się w Gwarku, które podobnie jak Tatooine jest daleko od radosnego centrum wszechświata (w tym przypadku od centrum Ustronia, gdzie prócz sklepów, knajpek itp. występują takie rzadkie stworzenia jak bankomaty ;) ) - od Gwarka do Centrum jest ok. półtorej (a może i ciut więcej) drogi liczonej możliwościami 6-latki. Ale dałyśmy radę (w jedną stronę, ale co tam, też się liczy).
Miejsce fajne, o ile mamy a) gotówkę, b) wykupione wyżywienie c) przywozimy ze sobą zapas picia (typu woda czy sok) tudzież przegryzek d) mamy to gdzieś bo jesteśmy na wczasach odchudzających więc żyjemy tylko śniadaniem i radosnym hasaniem po okolicznych szczytach ;)
A, czy pisałam, że do najbliższego sklepu z czymkolwiek jest pół godziny żwawego spaceru? No. To piszę. Do Mos Eisley Luke też miał kawałek ;)
Tak czy owak nie było źle, w piątek dotarła do nas Karolina (którą serdecznie pozdrawiam, a nuż przeczyta ten wpis), która dzielnie znosiła nadpobudliwą sześciolatkę i z którą świetnie się gadało po nocach ;) (całych dwóch buehehe).

Przybyliśmy w czwartek, żeby na piątkowe warsztaty zjawić się wyspane i wypoczęte (co prawie, prawie się udało, nie licząc upadku córy z łóżka (dobrze, że owinięta kołdrą) i stojącego nade mną przed 6 rano (warsztaty o 9, od 8 śniadanie) zombie "mamoooo.... spóźnimy sięęęę na warsztatyyyy"). Oczywiście od razu straciłyśmy masakryczną kwotę na zakupy ;)
Ja miałam frywolitkę na igle, córa zdobienie pierników.
Frywolitka jest już passe, czyli wszyscy umieją dziergać ;) w warsztatach prócz mnie uczestniczyła tylko jedna kobitka. No cóż, frywolitka nie foamiran, irysa 3d na pół metra nie zrobi ;)
Dowiedziałam się kilku rzeczy (eureka! teraz wiem po co są supełki!) i wydziergałam sobie cusia, którego kończyłam namiętnie po warsztatach. Wzór na cusia tak mi się spodobał, że pokłusowałam na stoisko Ariadny po nową nitkę na niego.
Tutaj właśnie trwa akt twórczy ;)
który finalnie zakończył się tym:
Jestem z siebie dumna jak paw :)
Tutaj widok z boku:
Róża różnokolorowa jak żywa ;)
A to nitka z której powstała (fajnie się dzierga tak przy okazji, aczkolwiek ja się nie znam):
 A po powrocie do domu zmierzyłam się z prostym, do tej pory nieczytelnym dla mnie wzorem i oto jest, ha! Kwiatek graniasty jak żywy! :)
Mam fajne pudełko na frywolitkowe szpeja, niestety tak duże kłębki się tam nie mieszczą :(
To pudełko z zestawem do szycia z Biedronki, sprezentowane przez mojego męża ("patrz, puszka, rzeczy do szycia, wiem, że tego chcesz ;P " ), nitki poszły w jakieś nitkowe pudło, puszka pojechała do Ustronia ;)
 

Weronika miała zdobienia pierników - niby mam upiec i zrobić lukier, ale wykpiłam się, że pierniki kupię, ale za przepis na fajny lukier do piernikowych cudeniek będę Wam szczerze wdzięczna :)
Jak widać ma inwencję, aczkolwiek widzę tu duże pole do eee... poprawienia wyników ;) (i na to poszło 37 zł, łaaa!)

Po południu miałam oplatanie kaboszona koralikami:
Bardzo mi się spodobało i będę korzystać, ALE, oczywiście musiałam coś zawalić. Otóż popełniłam 2 duże błędy, jeden nawet nieco tu widoczny.
Po pierwsze robiąc ten złoty rządek, który miał wykończyć wszystko, kilka razy igłę wbiłam (jak się potem okazało) od zewnętrznej strony tych koralików. W efekcie przecięłam nitkę i koraliki zaczęły się sypać. W dodatku robiąc wykończenie nie przykleiłam dobrze skórki od spodu, skutkiem czego jak wycinałam całość to mi tę skórkę krzywo pocięło.

Planuję odpruć koraliki, delikatnie odciąć skórkę i na nowo wykończyć, ale czarnymi koralikami. Niestety nie wzięłam instrukcji i kurcze nie wiem jak ten murek zrobić i te, takie pikotki? frędzelki? małe trójkątne cusie do ozdoby? Ale mam nadzieję, że znajdę jakiegoś tutoriala na Sieci.

Nika miała lepienie z masy solnej, które się jej niezbyt podobało, a do części masy solnej nie wiem, co dodano, bo pakując wszystko w niedzielę koło 10:30 kilka rzeczy było wilgotnych i ciastowatych Oo fotek brak.

W sobotę rano miałyśmy ostatnie warsztaty. Ja miałam needlepointa. Jak wiecie to dość szerokie określenie dla całej masy ściegów, więc w sumie to najpierw zrobiliśmy motyw z rombem a potem każdy to co chciał. Zachciało mi się serduchowej koniczyny i strasznie się bałam, że gdzieś po drodze coś źle policzyłam, ale udało się :)
Weronika miała ekowarsztaty, na których uplotła sobie zamotka oraz bawiła się szyszkami ;)
Tak, szczerbatek z niej ;)

Popołudnie spędziłyśmy na spacerze do centrum w poszukiwaniu bankomatu. Po drodze zahaczyłyśmy o Czantorię (piękne widoki, polecam) oraz wsparcie energetycznie w postaci ciacha i soku tudzież kawy.
Jak przystało na turystki kupiłyśmy sobie magnesy, żeby ładnie się komponowały z tymi otrzymanymi na Zjeździe:
W niedzielę już powrót, 2 pociągi, autobus i samochód ;) Męcząco nieco.

A teraz to na co wszyscy czekali - zakupy!!!
Po pierwsze kupiłam sobie 2 pudełka na bobinki. Nareszcie.
Oraz mulinę (bez bobinek):
Prawda, że ładne kolory? (ta biała na szpulce to nie mulina, to nić do koralików). No prawda, że ładne?
PRAWDA?!
35 nowych kolorów i są MOJE, hahahahaha!!!
Upajam się, tak wiem, to dlatego, że próbuję zapomnieć ile kosztowały ;)

Moja córa kupiła sobie (za własne pieniądze, a co!) zestaw do haftu krzyżykowego ("ja kupię, a ty mamo go wyszyjesz" - urocze stworzenie, prawda?)
Ponieważ mam mnóstwo ufoków i wipów, musiałam sobie kupić 2 kolejne zestawy. Powód oficjalny "nie znam jeszcze tych firm, muszę sprawdzić, jak się wyszywa rzeczy od nich" ;)
Słodkie kotki przypominające mi moje 2 rozrabiaki (pewnie im imiona dorobię i daty urodzin, a co, będzie kocia metryczka ;)
Oraz coś inspirowane kulturą celtycką, zmieszane z wpływami rosyjskimi. Ale podoba mi się :)
Do tego zestawy do haftu koralikowego (bo w domu mam 2 i żaden nie jest nawet zaczęty ") )
Moje:
 
oraz Weroniki:




Mając wiedzę (częściową przynajmniej) jak oplatać kaboszon, zaszalałam i kupiłam nieco koralików do tego, co mi się po głowie tłucze. Niestety filcu nie mieli :/
Do tego małe słoiczki na te koraliki - zakręcane i takiej wielkości, że mieści się tylko jeden woreczek:
 
No i jeszcze uzupełniłyśmy już w Ustroniu zapasy cekinów na choinkowe bombki oraz znalazłyśmi całkiem fajne koraliki dla Weroniki.
I póki co to tyle, czytelnikom dziękuję za wytrwałość, wiszę wam 3 posty z czego jeden o mojej nowej wypasionej trójświatłowej lampce, ale to będzie kiedyś. Mam nadzieję, że szybciej niż później :) Trzymajcie kciuki i rzucajcie przepisy na lukier :D

Etykiety

Dimensions ptaszki DMC HEAD ufokowy rok dimek latarnia morska SAL bombkowy Teresa Wentzler kanwa plastikowa kostki Mikołaj z "Przyjaciółki" Stitchy Dragon serwetka z dzwonkami ufokowy rok 2 zakładka ze smokiem Coricamo Spitfire UFOK Nene Thomas ozdoby choinkowe Kołysanka Randal Spangler smok i księżniczka zakładka Curl up with a good book DMC Dimensions Gold Collection Petites Lullaby TUSAL 2013 pudrowe róże ufoki RR Zjazd Zakręconych czajniczki kanwa drukowana koliber koraliki latch hook retro koci kalendarz róże dla teściowej Kokardka.pl Royal Paris Ustroń candy u meri haft płaski niebieski klematis obrazek świąteczny smok ufokowy rok 3 żurawie Ariadna III Ogólnopolski Zjazd Twórczo Zakręconych UFO SAL candy dzwonki frywolitka jesień poduszka prezent ptaszki-grubaski Boże Narodzenie Haft Pasja Heritage Crafts HobbyStudio Koci SAL NeedleArt Przyjaciółka Tygrysek Złota Igła biżuteria kolibry książki osikowa dolina ślubne Clover Dni Kraftu Festiwal Twórczo Zakręconych Haftix Linda 27" Orchidea Permin of Copenhagen Pracownia Wiewiur Tajemniczy SAL Twórcze Inspiracje Ty Wilson drewniane zawieszki hardanger imieniny irysy kartka z motylem kumihimo len prawa autorskie smalls SAL sowa tutoriale zimowy ptasiorek 4 pory roku Garfield IV Ogólnopolski Zjazd Twórczo Zakręconych Igłą Malowane Lugana 25 Sew&So bransoletki z muliny breloczek do kluczy chińskie widoczki kanwa ze złotą nitką kartka na ślub liście ludowe maki makrama małe wzory metryczka mirabilia