niedziela, 25 września 2016

Dzyń, dzyń, dzyń

Dzyń, dzyń, dzyń,
Dzyń, dzyń, dzyń,
Dzwonią dzwonki sań,
Dzyń, dzyń, dzyń,
Brzęk, brzęk, łup,
muliny brakło znów.

I pomyśleć, że niewiele brakowało, żebym chwaliła się 3 skończonym ufokiem. A tak mam dziurawy dzwonek na porwanej wstążeczce.
Tak wyglądają bobinki z zestawu po wyszyciu całej serwetki - pierwszy raz w życiu zabrakło mi nici do wyszycia zestawu (!)
Po podliczeniu, okazało się, że najwięcej potrzeba mi nici czerwonych (na wstążkę) - Madeira 0512 oraz 0211, jak również pewien odcień żółci na dzwonek - 2210 (na oszałamiającą liczbę 9 krzyżyków) oraz końcówka listka czyli zielona 1403 na 3 (słownie TRZY krzyżyki - tak, starałam się, nie, nie starczyło nici na te !@$@% trzy krzyżyki).

Padło pytanie o wielkość krzyżyków - zmierzyłam linijką, na 9" jeden krzyżyk to 3x3 mm. Czyli WIELKI PIKSEL ;)

Tutaj taka mała prośba - jeżeli któraś z was używa Madeiry i ma resztki tych kolorów, czy mogłaby mnie podratować? To nie to, że żałuję pieniędzy, ale na igłę i nitkę, kupować nowy motek na 3 krzyżyki?! I co ja potem zrobię z resztą? :/ Już mam całe pudło nie dmcowskich mulin, które starczą do końca świata i jeden dzień dłużej :/

No, w każdym razie póki nici nie dorwę dzwonki zostają dziurawe, a ja w ramach relaksu odkopię świąteczną bombkę, zobaczymy ile zrobię.

piątek, 23 września 2016

Wymianka zakładkowa z jesienią w tle - cz. II

No to teraz o mnie ;)

Dlaczego wzięłam udział w wymiance? Bo na hasło "zakładka jesienna" od razu wiedziałam, co wyszyję :) Wzór piękny, którego jakoś... nie miałam okazji wyszyć dla siebie... Więc to była dobra okazja do przetestowania, czy faktycznie w rzeczywistości wyjdzie tak ładnie. Tym bardziej, że użyłam muliny DMC, jako że nici "PB" nic nie mówią i zdecydowanie nie są u nas dostępne.

Wybrałam do tego Aidę 18", jako moją ulubioną no i dającą gwarancję, że zakładka nie będzie zbyt duża ;) Myślałam, że uda mi się upolować Aidę Zweigarta, niestety dostałam jakąś no name, strasznie wiotką... W życiu nie wyszywałam na Aidzie tak wiotkiej... No ale się udało ;)

Zakładka zaczęta w Krakowie, później przejechała ze mną całą Polskę aż do Darłówka, gdzie gorliwie ją wyszywałam dalej, między spacerami po plaży a zwiedzaniem okolicy.

Wzór składa się z 3 liści, wyszywany różnokolorową muliną, dobraną tak, by była jak najbardziej jesienna.
A teraz jak to powstawało: 
Pierwszy listek



Drugi listek
Wszystkie 3 listki
Rameczka
Zaczynamy kontury w liściach - żółto-zielone na lipę (czy coś)
Pomarańczowe dla klonu
Czerwone (chociaż nie do końca zgodne z prawdą w przypadku tego gatunku) dla dębu
A tutaj jeszcze fikuśna obwódka w kolorze tła. Zakładka jest od spodu podklejona pomarańczowym filcem.
I zbliżenie - piękne przejścia kolorystyczne
Po otrzymaniu paczki dla mnie miałam trochę problemu ze skompletowaniem swojej - otóż moja leciała do Irlandii, więc na dzień dobry wykluczyłam wszystkie słodkości czy batony z czekoladą.
Trochę ciężko było, ale co nieco udało mi się dorzucić - jak widzicie cukierasy, czekolada do picia, baton musli, 2 miodowe lizaki o różnych smakach i do tego pocztówki z Darłówka i Szczawnicy oraz gadżeciarski długopis z łowieckami ;) 

A teraz dla wytrwałych czytelników nagroda: wzór jest autorsta Belindy z Tor Rhuann Designs, jest on darmowy, są jeszcze 3 zakładki dla innych pór roku i inne ciekawe wzorki na jej stronie, o tutaj.

środa, 21 września 2016

Wymianka zakładkowa z jesienią w tle - cz. I

Ach, będę stopniować napięcie ;) I długość posta :P

Generalnie pomysł zabawy bardzo mi się spodobał, być może w przyszłym roku skuszę się na coś podobnego, gdzie będzie jakiś mały drobiażdżek do zrobienia. Bardzo dziękuję Kasiu za zorganizowanie tej wymianki :)

Najpierw pochwalę się, co dostałam.

Paczka dotarła do mnie jeszcze w sierpniu, ale byłam już wtedy w Krakowie z córą. Mąż zadzwonił, że przyszła jakaś wielka paczka i co zamawiałam (haha). Zgodnie z prawdą odparłam, że nic nie zamawiałam, aczkolwiek czekam na wymiankową przesyłkę.
Doszłam do wniosku, że z wielkością chyba nieco przesadza, w końcu jak duża może być paczka z zakładką...
Paczka musiała nieco poczekać, bo jeszcze w międzyczasie wybraliśmy się nad morze do Darłówka, gdzie robiłam swoją zakładkę.
Po powrocie okazało się, że faktycznie, paczka DUŻA. Poczułam się wręcz zakłopotana, że ktoś zadał sobie tyle zachodu z przygotowaniem paczki dla mnie.
Oto co zawierała:
Herbatki w sam na jesień, słodkości, pomysłową zakładkę i kartkę w kopercie.
Kartka, jak się okazało, również ręcznej roboty - piękny haft matematyczny:


Szalenie podobają mi się prace z haftu matematycznego, ciągle sobie obiecuję, że gdzieś, kiedyś, też spróbuję, ale póki co zostaje mi podziwianie cudzej pracy ;)
A tutaj zbliżenie na zakładkę:
Haft krzyżykowy na tekturce - zakładka jest dwustronna. Naprawdę, robi wrażenie, ja bym chyba nie umiała tak równo dziurek zrobić :D Jest bardzo pomysłowa i znakomicie wykonana :)
A jej autorkę znajdziecie o, tutaj - też ma bloga :)
Zakładka od razu znalazła zastosowanie - od jakiegoś czasu czytam (chyba na zapas) kilka książek jednocześnie, więc zakładek ciągle mi mało ;)

A swoją zakładkę, która pofrunęła aż do Irlandii zaprezentuję jutro :)

poniedziałek, 19 września 2016

Co nieco o innych ufokach

Ptaszek skończony, to mogłam wrócić do dzwonków i Mikołaja.
I przy dzwonkach zonk - otóż proszę Państwa, pokończyły mi się muliny!! W efekcie zamiast ładnej całej kokardki mam takiego wygryzka jak na zdjęciu:
Co gorsza, zapowiada się, że skończą mi się praktycznie wszystkie kolory!
Co oznacza, że albo zostawiałam za dużo nici z tyłu (a wiem, że tego nie robiłam, szczególnie jak się przerzuciłam na pin stitche), albo też zużyłam za dużo nici - i tu jest tak: wyszywałam 4 nitkami i wiecie co? Dla mnie to i tak za rzadkie, to jest gęstość 9"!! 38 krzyżyków / 10 cm, jak dla mnie to nawet pełne 6 nitek powinno być, a nie prawdopodobnie 3 (żeby wystarczyło i ewentualnie zostało). Co ciekawe we wzorze NIGDZIE nie ma podane, iloma nitkami sugerują wyszywać....
W każdym razie czekają mnie nieplanowane zakupy 12 motków Madeiry - na szczęście w Haftixie jest ona dostępna, ale i tak zadowolona z tych akurat zakupów nie jestem :/
Teoretycznie, zgodnie z zasadami sztuki powinnam zamówić mulinę, poczekać aż przyjdzie i wymieszać nitki starej z nową, żeby zminimalizować ewentualne różnice w odcieniu. Ale wiecie co? Po prostu mi się nie chce. Jestem tak ZŁA, że to mi się pokończyło na ostatnim dzwonku, że najwyżej będzie on łaciaty. Tak naprawdę to nawet nie są mi potrzebne pełne motki, wystarczyłoby z większości kolorów około 1/4-1/3 motka. Albo nawet i mniej. Wrrr...

A Mikołaj prezentuje się tak:
Od czasu do czasu tak go sobie dziergam, też nieszczególnie jakoś do mnie przemawia, ale za to wymyśliłam wreszcie sposób na zagospodarowanie go, więc może jakoś uda się go skończyć... To niby nic, ale tutaj kanwa jest drobniutka, około 16~18" więc całkiem sporo roboty jest. A że to kanwa drukowana, więc średnio komfortowo się wyszywa.
W każdym razie wymyśliłam sobie, że z racji kreatywności mojej córy trzeba będzie zakupić duże pudło na ozdoby choinkowe (wszelakie). Więc kupię takie duże przeźroczyste, Mikołaja jakoś fajnie na brzegach ozdobię (pewnie wstążką czy coś), a potem się to podklei od spodu przykrywki (żeby móc w razie czego coś na tym pudle położyć i nie zniszczyć za szybko wyszywanki) i będziemy dzięki temu wiedzieć, że w tym pudle w masie pudełek, worków itp. są ozdoby na choinkę.
W tym roku Młoda już zapowiedziała, że będzie ciąg dalszy cekinowych i brokatowych bombek, zaś nowością będą szyszkowe cuda, czyli szyszki malowane, szyszki ozdabiane (czymś), szyszko-ptaszki itd. Co mi przypomina, że przydałby się wreszcie pistolet na ciepły klej i zrobienie tych 2 cudnych ozdóbek z Osikowej Doliny, które czekają na zlitowanie ;)

Mam nadzieję, że mimo nowego członka rodziny w grudniu znajdę czas na zabawy z ozdobami choinkowymi i jednak na krzyżyki też.

Jeśli chodzi o moją ufokową listę, to już wiem, że ani Żurawie, ani HEAD, ani kostka Rubika nie będą zrealizowane. Prawdopodobnie również nie uda mi się w całości skończyć SALowej bombki świątecznej. Do zakładek pomału się przymierzam (jak je znajdę ^^" ), latarnię prawdopodobnie uda się skończyć, no i tyle. Żurawie i smok z pewnością będą numerem jeden w przyszłym roku, szczególnie Żurawie, bo mimo czarnej kanwy naprawdę wspaniale się je wyszywa. A teraz po zdjęciu ich z ramy, tamborek tudzież q-snap zapewni mi lepsze wyszywanie.
A z HEADem wiecie jak jest. To się wyszywa, i wyszywa.... i wyszywa..... i w moim tempie 10 lat później też ;)  Może zdążę na 18 Młodej, to dostanie w prezencie ;))

niedziela, 11 września 2016

Ufokowy rok - sierpień

Długa przerwa, bo najpierw wakacje u rodziców w Krakowie, a potem 10 dni nad morzem :)
Post wakacyjny będzie nieco później, teraz nie chcę się spóźnić na ufokowe zmagania ;)
I chwalę się skończonym ptaszkiem :)

 
Teraz mogę go odznaczyć z listy i skupić się na skończeniu dzwonków i kolejnych ufokach :)

środa, 17 sierpnia 2016

Smutna historia zimowego ptasiorka

Był sobie dawno temu mały ptaszek. Ptaszek brał udział w zabawie RR i przeżywał kolejne pory roku w różnych miejscach Polski, z różnymi nićmi.
Szczęśliwy wiosennie
poleciał dalej, potem wrzeszczał na letnią bryzę, że to nie on, tylko jego brat bliźniak z daleka,
i wrzeszczał tak do jesieni
A potem zamilkł. Wrócić nie chciał. Jednego z czterech siłą do klatki wsadzili, uwolnić nie chcieli...
Moje trzy ptaszki wróciły, z uwagą śledziłam wydarzenia, ponoć wreszcie go uwolnili, ale.... ale niesmak pozostał.

Jakoś nie mogłam się zabrać za zimowego, zajęłam się innymi rzeczami, a cała sytuacja była ciągle żywa w mojej pamięci..
I tak 3 ptasiorki sobie siedziały i ćwiergotały, kiedy zimowego brata zobaczą, wciąż w oryginalnej kopercie, przez lata...
Wreszcie ostatnio zmęczona żonglerką między 3 ufokami, zaczęłam coraz poważniej rozważać rozpoczęcie czegoś nowego... Ale z drugiej strony.... ufoki czekają... I przypomniałam sobie o ptaszkach. Niby do dokończenia, a jednocześnie coś od początku trzeba zrobić..
Zabrałam ze sobą kanwę do Krakowa, do rodziców, mając w perspektywie calutki 15 sierpnia wolny między innymi od mojej córy ;)
Tak to wyglądało w poniedziałek rano:
A tak we wtorek rano, przed wyjściem na badania:
Taki słodki, smutny dzióbeczek:
I tak oto 3 ptaszki niedługo będą mieć swojego zimowego brata:

W przyszłym tygodniu znowu jadę do Krakowa (kocham mój grafik, nic, tylko jeżdżę na takie czy owakie badania...) na kilka dni, więc mam nadzieję, że przed wyjazdem nad morze pojawi się i gałązka i góra i śnieg :)
A nad morze zabieram kolejnego ufoka - nie wiem, ile zdążę, więc biorę coś "względnie" prostego - SALową bombkę z cieniowanej muliny :)